Hermeneutyka nieświadomego

MYŚLI I MYŚLAKI

Mechanizm myśli zacina się, kiedy chcesz pośpieszyć. Fundament troskliwie pożąda cierpliwości. Pewnego zen, zwłaszcza, kiedy beton napiera. Beton myślaków. Nieokiełznanych, dzikich, chaotycznych, nigdy nie wziętych pod siodło, jarzmo surowej dyscypliny myśli.

Myśli nigdy nie stawiają oporu. Zacina się tylko zwrotnica regulująca napierające na siebie: emocje, popędy i wolę. Ta ostatnia, rzadko używana, często wręcz nie funkcjonująca należycie lub w ogóle, bo mechanizm jest albo cnotliwy, albo użyty przemocą.
Gwałt na woli psuje jej mechanizm. Upośledza zwrotnicę. Deformuje prawidła.

Kiedy nieprzymuszony łapię za miotłę by po raz pierwszy dokonać, a jakże, czystek życiu spotykam powikłany mocno węzeł. Węzeł wijący się w samo zachwycie: oto Ja.
Rozsupłanie go to oddzielenie JA CHCĘ, od CHCE MI SIĘ. Zrozumienie automatycznych antypatii i sympatii. To podstawa. Chcesz szyć? Najpierw rozplącz motek nici, twą osnowę. Poczujesz pewną lekkość, która ponownie stanie się ciężarem, jeśli nie porzucisz drogi. Bo dalej wciąż rozsupływanie, zdaje się bez końca.

A więc chce mi się i chcę tego, owego leżą obok siebie, a ty, zlany potem zauważasz, że chce mi się, niezaspokojone gotowe jest trwonić twoją energię. Chcę tego natomiast liczy na korzystne inwestycje. Chce mi się płynie z pospolitych myślaków. Ma je Kowalski. Ma Malinowska. Ma sąsiad i sklepowa z obuwniczego. Masz i ty, i ona, i ma wreszcie naród w całej swojej masie. Jest energią pospolitą. Dobrą, ślepą i osadzoną w czasie. Jeśli wiesz o co chodzi, dodam, że trzyma się ślepo Merkurego i Afrodyty, potem prowadzony jest przez Słońce. Zaczyna wyraźnie widzieć kiedy trzyma za rękę Marsa i na wyczerpaniu prowadzony przez Jowisza zmierza na tron Saturna.

A co dzieje się z JA CHCĘ? Szczęściarze będą mieli jego przebłyski w Słońcu. Większość nie dotknie go wcale.

Trudne to i skomplikowane? Nie. To proste. Opór stawia tu tylko materia języka. Podstawa ludzkiej komunikacji. Osnowa życia. Język.
Dzięki niemu możemy podglądać nagie ciało nieświadomego.
Dzięki niemu szkicujemy słowo po słowie strukturę nieświadomego.
Dzięki niemu, po odpowiednim przeszkoleniu poza-ocznym możemy nadpisać słodki, cichy spokój nieświadomego. Zagalopowałem się. Zmienić go nie możemy. Możemy jedynie uświadomić go sobie, a co prowadzi do nuty zrozumienia i ostatecznie pięciolinii ignorancji. Zrozumienie bowiem nieświadomego, przynajmniej jego części, jego struktury pozwala na odpowiedź DLACZEGO. To, moim zdaniem podstawowe pytanie. Dlaczego?

Jeśli rozumiemy mechanizm maszyny możemy bez obaw usprawnić jej działanie. Jeśli poznamy ów mechanizm pozbywamy się podstawowego lęku z jej nagłym zepsuciem, jej awarią, jej zniszczeniem. Rozumiejąc ten mechanizm możemy ją usprawnić, wymienić zepsuty element, użyć do nowych celów.

Takie zadanie stawia przed sobą HERMENEUTYKA NIEŚWIADOMEGO.
Posługuje się kolekcją wyuczonych transkrypcji poprzez interpretację snów, przejęzyczeń, dowcipu, ale przede wszystkim dzięki badaniu okresu prenatalnego. Ów okres to z jednej strony 9 miesięcy przed zapłodnieniem, poprzez ciążę do pierwszego roku życia dziecka. Ściśle rzecz biorąc do momentu integracji osobowości. Ten moment nie jest stały i rozpoczyna się tzw. fazą lustra. Pierwsze scalenie osobowości, pierwsza duża integralność ma miejsce, kiedy dziecko odkrywa swój wizerunek, swoją buźkę w lustrze. „To ja!”
Dla uproszczenia przyjmujemy, że dzieje się to w okolicach pierwszych urodzin.
Cykl: 9 m-cy przed ciążą, 9 m-cy ciąży plus 12 m-cy życia daje razem około 30 miesięczny cykl rozwojowy, który (tu nieco upraszczam) dziecko będzie powtarzało do momentu dojścia do władzy woli, którą zgrabnie określamy jako: JA CHCĘ.
Na marginesie: spór pomiędzy JA CHCĘ i CHCE MI SIĘ, co często obserwuję, z nieuświadomioną sympatią/antypatią może doprowadzić do wygranej tego drugiego, co w sumie blokuje ujawnienie pierwszego. To osobowość neurotyczna wsparta, lub zbudowana na fundamencie nauk kościoła zwłaszcza katolickiego.

Faza lustra nie jest ściśle określona i może wydarzyć się np. w wieku rok i dwa miesiące. Wtedy za jednostkę czasu przyjmuję 14 miesięcy i takie fazy będą toczyć wydarzenia na scenie życia. Przykład: Tuż po urodzeniu dziecka ojciec porzuca rodzinę. Matka staje w obliczu niebezpieczeństwa przetrwania. Swojego i dziecka. Powiedzmy, że ojciec odchodzi kiedy dziecko ma miesiąc. Silne emocje z tym związane matka przeżywa w samotności, lęku i podstawą jest tutaj: „przyjście na świat dziecka to koniec marzeń o…” .
To jest program. Program dla dziecka. Jeśli faza lustra nastąpi w okolicach pierwszych urodzin dziecko powtarzać będzie ten scenariusz jako nieuświadomiony los, gdzie jednostką przeliczeniową będzie 1 rok. I tak każdorazowo kiedy przeżywać będzie narodziny „nowego” miesiąc po wydarzać się będą rozstania, straty, upadki. Sumując będzie to stan depresyjny z hasłem „nie ma przyszłości”.
Dziecko jako dorosły weźmie ślub. Miesiąc po nim wydarzy się strata. Cokolwiek co nieświadome uzna za stratę może być tu przyczynkiem: rozwód, śmierć partnera, strata ulubionej pracy, ogólnie strata. Potem wszystko zostanie nadbudowane do momentu kolejnego końca cyklu. Nastąpi wtedy powtórzenie. Znów strata. Ludzie nazywają to losem. Ja programem nieświadomego. Jakie są cykle? Podstawowe: cykl niezależności, cykl wypadku, lub choroby, ślub, śmierć najbliższej osoby, dramatyczne wydarzenie.

Jest to doskonale funkcjonujący mechanizm mający na celu przeżycie. Tylko i wyłącznie. Jeśli sprawdził się od urodzenia do fazy lustra to biologia chce i będzie go powtarzać.

Dopiero JA CHCĘ, jego podstawowa forma sprowadza człowieka na szeroką ścieżkę poszukiwań odpowiedzi na pytanie dlaczego. To trwa. Jest absolutnie wypłukujące. Pozbawione sensu i celu gmeranie w książkach, poradnikach, i co najgorsze, przystąpienie do społeczności w której tego typu rezystancja osobowości zostaje skutecznie zablokowana sumieniem, lub inaczej super ego. Żyje wtedy taki a fundamentem jego życia staje się „wydaje mi się”. Jest oczywiście ogromnym marnotrawstwem energii, pseudo życiem, pseudo egzystencją, która, oparta na owym „wydaje mi się” zmierza do katastrofy przesuniętej w czasie.
Ta katastrofą jest śmierć. Zapytałby kto: cóż to za katastrofa, ta śmierć? Każdy przecież…. Otóż nie. Owszem, umieramy wszyscy, ale niewielu dochodzi do końca ścieżki z poczuciem spełnienia, z wyczerpaniem wszystkich swoich talentów i możliwości, z radością istnienia otoczony miłością i spokojem.
Umieramy zazwyczaj niespełnieni, pełni żalu za tym czy tamtym, z cichym „kurwa mać na ustach”, często samotnie, i w bólu. W biedzie i bidzie. W osłupieniu nękającą chorobą.
DLACZEGO?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook LikeBox